Menu Zamknij

5 Powodów, Aby Ograniczyć Bełkot Komunikacyjny w IT

Tego kota denerwuje już bełkot komunikacyjny w IT…

Zaprzyjaźniona firma zgłosiła się do mnie, ponieważ brakowało im rąk do pracy, a chcieli skończyć większe zlecenie na czas. Aby moje wdrożenie w temat przebiegło szybko, wydelegowali pracownika z największym doświadczeniem, aby mi pomógł w szybkim wejściu w temat. Tej rozmowy nie zapomnę nigdy…

Mój nowy kolega postanowił użyć każdego słowa technicznego i każdego skrótu, jaki powstał od zarania informatycznych dziejów. To nie wszystko. Postanowił używać również na szeroką skalę wewnętrznego żargonu firmy (mocno związanego ze specyfiką rozwiązania).

Na początku myślałem, że to może ze mną jest coś nie tak. W końcu przemawia do mnie programista z dużo większym doświadczeniem ode mnie. Po jakimś czasie zrozumiałem, że to wszystko bez sensu. Nie wiedziałem jak zbudowany jest (nawet mniej więcej) ich system. Tak na prawdę nie rozumiałem sensu wypowiadanych do mnie zdań.

Moje prośby o wytłumaczenie tematu w innych słowach spotykały się z niczym. Po mniej więcej dwóch godzinach (choć dla mnie to była wieczność) postanowiłem porozmawiać z kierownikiem, który zaprosił mnie do współpracy. Ustaliliśmy, że ktoś inny się mną zajmie. Po godzinie od zmiany wszystko było w projekcie jasne.

Mam wrażenie, że (znowu) zabieram się za „gmeranie” w fundamentach działania firm informatycznych. No ale co mi tam – jedziemy!

Przestań uprawiać bełkot komunikacyjny tylko dlatego, że wydaje Ci się, że jesteś bardziej PRO

Na początku zastanówmy się co w pracy zespołowej w IT jest kluczowe…

Komunikacja.

To już mamy ustalone. Nie jest to specjalnie odkrywcze. Teraz trudniejsza część. Jak to jest, że nikt (tu oczywiście hiperbola, żeby podkreślić) nie potrafi się w prosty sposób wysłowić tłumacząc coś koledze lub koleżance. W szczególności można to zaobserwować w korporacjach. Eh te korporacje! Nie wpadałbym jednak w samoachwyt, jeżeli pracujesz w małej firmie. W nich bywa niewiele lepiej.

O co z tym wszystkim chodzi?

Mamy tu z pewnością do czynienia ze slangiem. Być może nawet z żargonem. Przyjrzyjmy się definicji.

Slang – zespół jednostek językowych używanych przez wyodrębnioną grupę ludzi w określonym kontekście komunikatywnym, np. wśród ludzi dzielących pewną sferę zainteresowań. Środki w nim zawarte podporządkowane są ekspresywności i są wynikiem spontanicznej twórczości mownej. Według klasyfikacji Stanisława Grabiasa slang ma charakter jawny, czym odróżnia się od żargonu, eksponującego cechę intencjonalnej tajności.

Wikipedia

Nie brzmi to wszystko źle. Taki nowo wytworzony podzbiór języka ma niewątpliwe zalety:

  • ludzie o podobnych zainteresowaniach tworzą swój język, aby przyspieszyć komunikację
  • specyficzny język w firmie pomaga oddzielić życie prywatne od służbowego (wg autorki Because Internet)
  • znajomość języka, który rozumie tylko specyficzna podgrupa daje poczucie przynależności – bycie „swoim” gościem
Bełkot komunikacyjny to też przynależność do grupy

I teraz na białym koniu wkracza jedna z moich ulubionych zasad: „No dobra, ale bez przesady. Warto trzymać się poza ekstremami”, a mam wrażenie, że od dłuższego czasu w świecie IT wędrujemy na niebezpieczne rubieże komunikacyjne.

Zastanów się proszę przez chwilę przed dalszą lekturą. Czy żargon IT (czy slang czy gwara czy jak tam zwał) w wykonaniu niektórych już dawno przestał służyć przyspieszeniu komunikacji?

Ja tak uważam i mam zamiar ze skutecznością doświadczonego boksera punktować branżowy slang wypisując 5 powodów, dlaczego trzeba zachować umiar i zacząć ograniczać ten wesoły bełkot komunikacyjny.

1. Nie ukryjesz swoich braków stertą „trudnych słów”

Mam wrażenie, że jest to jeden z głównych powodów wprowadzania bez umiaru TLS’ów (trzy literowe skróty) i ultra fachowego słownictwa.

Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić – to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz.

Albert Einstein

Nie wiem czy powyższy cytat nie został przypisany na siłę do jedego z najwybitniejszych fizyków, ale nie zmienia to faktu, że to bardzo mądre słowa.

Do tej pory zdarza mi się łapać na tym, że tłumacząc jakieś zagadnienie koledze czy koleżance zaczynam dryfować na wody branżowego bełkotu. Warto takie sytuacje zauważać i nadrabiać swoje braki. Nikt nie jest alfą i omegą.

Wielokrotnie spotykałem na swojej drodze osoby, które poza całkowicie niezrozumiałym przekazem nie miały niestety nic ciekawego do zaoferowania. Nie idź w tę stronę! Po pierwsze łatwo to zdemaskować prostym pytaniem: „Wiesz co, chyba tego nie rozumiem… Czy możesz spróbować to inaczej ująć?” Po drugie jest to gra na krótką metę. Wcześniej czy później braki wyjdą, bo nic tak nie obnaża braków jak kod.

No i co ja mam tak właściwie zrobić?

Co ciekawe nie dotyczy to tylko programistów. Być może jest to nawet bardziej widoczne wśród kadry „pół-technicznej”. Mam tu na myśli kierowników zespołów, projektów, scrum masterów bez technicznego doświadczenia. Samo w sobie nie jest to problemem, bo ich zadania są inne. Ukrywanie tych braków poprzez bełkot komunikacyjny jest niepotrzebne i może wywoływać niechęć.

2. Nie ukryjesz ilości wykonanej pracy poprzez bełkot komunikacyjny

Często za dziwnymi i rozbudowanymi zdaniami kryje się absoultnie nic.

Dwóch handlowców:

– Ja w tym tygodniu bardzo długo budowałem i pogłębaiałem trwałość relacji z naszymi kluczowymi klientami.

– No ja też w tym tygodniu nic nie sprzedałem.

Taki żarcik…

Jest to szczególnie przypadłość większych firm, gdzie pracownik odpowiada za mały wycinek całego procesu, niejednokrotnie nie mając oglądu na całość. W ten sposób można mieć wrażenie, że wykonana praca jest nieistotna. Aby nabrała sensu i wagi najłatwiej ubrać jej rezultaty w kilka „okrągłych” słów. Jaki jest tego wynik z pewnością nie raz mieliście okazję zasmakować.

3. Bełkot komunikacyjny to straty finansowe

Komunikacja to podstawa. To już ustaliliśmy. I wydaje się to oczywiste. Dlaczego, więc (do diaska) za wszelką cenę każdy (ponownie hiperbola) wypowiada się tak, jakby ze wszystkich swych sił nie chciał zostać zrozumiany?

Na własne życzenie wprowadzane jest ryzyko niedopowiedzeń i błędów w interpretacji. To z kolei prowadzi do opóźnień w wytwarzaniu oprogramowania. Często powstałe rozwiązania nie spowalniają wyłącznie twórcy, ale cały zespół. Z kolei te opóźnienia to już są realne straty finansowe. Czasami dziwię się przedstawicielom wyższego szczebla, że na to pozwalają. A może jednak aż tak bardzo się nie dziwię (patrz punkt 1).

Już o tym pisałem w tym artykule. Wg autorów raportu PMI , na każdy 1 miliard dolarów wydany na projekt aż 135 milionów jest zagrożone. Dalsze badania wykazały, że 75 miliardów (56% ze wspomnianych wcześniej 135 milionów) może zostać stracone z powodu nieefektywnej komunikacji.

Problemy w komunikacji to ogromne straty finansowe (żródło raport PMI)

4. Dostosuj język do rozmówcy…

To chyba mój ulubiony punkt. Brak jakiegokolwiek wyczucia rozmówcy. Z jakiegoś niepojętego przez mój umysł powodu wielu naszych kolegów i koleżanek postanawia rozmawiać dokładnie tak samo wewnątrz zespołu projektowego jak z klientem. Niby w jaki sposób miałoby się to powieść?

Dwa monologi nie czynią dialogu

Jeff Daly

Prawdziwego profesjnalistę z długim doświadczeniem najłatwiej poznać po tym, że bez względu na poziom techniczny rozmówcy potrafi wszystko wyjaśnić za pomocą trywialnych słów. Podobnie jest z kodem takiej osoby. Jest wręcz dziwnie prosty, czysty i klarowny, ale to temat na inny wpis.

Bełkot komunikacyjny potrafi porządnie skonfudować potencjalnego klienta

Wszystko zależy od intencji. Jeżeli ktoś chce być zrozumiany to dobierze taki język, aby zostać zrozumianym. To takie proste!

5. …bo są lepsze sposóby na pozbycie się kompleksów

Bełkot komunikacyjny służy często do tego, aby coś brzmiało mądrzej niż jest w rzeczywistości. Wydaje mi się, że jest to kwestia kompleksów. W szczególności jest to powszechne wsród junior’ów. W tym miejscu apel. Drodzy juniorzy, nie ma powód do kompleksów. Każdy jakoś zaczynał.

Inwestycja w płynność posługiwania się branżowym bełkotem to nienajlepsza droga. Dużo lepiej, poświęcony czas na doprowadzenie swoich wypowiedzi na granicę absurdu językowego przeznaczyć na szkolenia, projekty „na boku” oraz na rozmowy z bardziej doświadczonymi programistami. W ten sposób szybciej (i w rzeczywistości) podnosimy swój poziom profesjonalizmu. Mamy więcej do zaoferowania w zespole, co sprawia, że kompleksy są zbędne.

Uwaga!

Na koniec chciałbym Cię przed czymś przestrzec. To, że zalecam, aby ograniczyć bełkot komunikacyjny nie oznacza, że trzeba się go aktywnie i w pełni wyrzec. W szczególności mam tu na myśli mimowolnie rzucane pojedyncze słowa. Z podejściem restrykyjnym mogą wiązać się dwa niebezpieczeństwa:

  • możesz w niektórych środowiskach wyjść na nieprofesjonalnego (są miejsca, gdzie slang branżowy jest tak mocno osadzony w DNA firmy, że próba walki z nim jest daremna). Sugeruję, aby w takim przypadku przy następnej zmianie miejsca zatrudnienia zwrócić na taki aspekt uwagę.
  • być może czasami warto „przysłonić się” trudnym słowem, gdy podczas „spotkania na szczycie” chcesz pozostać uznawany za bardzo profesjonalnego. Nie traktuj tego jednak jako wymówki, a jednorazowy zabieg! Ukrywane braki należy niezwłocznie nadrobić.

Podsumowanie

Apeluję i proszę. Zacznijmy zwracać uwagę na to co i jak mówimy. Tak jak to przedstawiłem na początku artykułu, delikatna doza branżowego języka może mieć wiele pozytywnych cech jak spajanie zespołu czy skrócenie komuniakacji.

Jednak wszystko w nadmiarze jest szkodliwe. Nie warto przesadnie ozdabiać swoich wypowiedzi w imię (udawanego) profesjonalizmu. Uwierzcie mi, że lepiej zaiwestować czas w rozwój umiejętności. To da Wam znaczne większa przewagę.

Nie zapomij zapisać się na newsletter i pobrać darmowy dokument. W ten sposób będziesz na bieżąco.

Ciekawy jestem Twojej opinii na ten temat. Koniecznie napisz komentarz lub zostaw wiadomość w zakładce kontakt. Odpisuję na każdy mail i każdy komentarz.